Sami sobie odpowiedzcie:  kiedy myślicie o Kanadzie to jakie zwierzę pierwsze przychodzi wam na myśl? Czy właśnie teraz nie przypominają wam się te śmieszne memy itp. internetowe heheszki przedstawiające człowieka uciekającego przed grubym futrzakiem lub przerośniętym rogaczem? Myślicie pewnie teraz o niedźwiedziu? Łosiu, jeleniu, czy też może innym reniferze?… Pudło, pudło i pudło! To nie przed niedźwiedziami najczęściej uciekają Kanadyjczycy. Jak żyje tu 6 lat widziałam tylko jednego misia grizzly i to w parku narodowym. To samo z łosiem. To jest w sumie zaszczyt, aby takie zwierzę mieć okazję ujrzeć (z daleka oczywiście). Jeśli natomiast widzicie zastygniętego w bezruchu, z twarzą blado wymalowaną przerażeniem i konsternacją człowieka – najpewniej niewiele dalej od niego dostrzeżecie małego, czarnego futrzaka z białymi paskami na grzbiecie.  Skunks

Skunks

O tak drodzy czytacze: oto na scenę wchodzi SKUNKS! I żodyn człek mu nie podskoczy – ŻODYN. Jeśli spotkasz jegomościa w czasie wieczornego spaceru to udajesz nieoddychającą latarnię (tak jakby niby były jakieś oddychające :p) i czekasz, aż odejdzie wystarczająco daleko (jeśli biegasz – to musisz mieć oczy dookoła głowy). Jeśli wieczorem zapomnisz zabrać śmieci sprzed drzwi wejściowych i rano zobaczysz, że skunks właśnie przyrządza sobie z nich śniadanie, to cierpliwie czekasz aż skończy i odejdzie, zanim otworzysz drzwi. I nie ważne, że powinieneś być w pracy już od pół godziny (true story).  Jak mały śmierdziel przyjdzie przejrzeć twoje zapasy na kempingu to schodzisz mu z drogi i pytasz, czy nie chciałby powiększyć zestawu o kawę i frytki :p

Bo nikt normalny nie chce być wyautowany ze społeczności i skazany na banicje do czasu, aż upora się z trudnym do wytrzymania (a i usunięcia) charakterystycznym zapachem. Zapachem skunksiego ataku lub wystraszenia, którego próbkę zamieszczam poniżej:

SKUNKS SKUNKS ]

(w tym miejscu należy potrzeć nadgarstkiem ekran smartfonu lub komputera).

Takim śmierdzącym pociskiem spod ogona można dostać nawet z odległości 6 metrów. A hańbę tą zmazać jest niezwykle trudno. Podobno najlepiej działa sok pomidorowy – w proporcji jedna wanna na jedną ofiarę. My na szczęście nigdy nie musieliśmy tego sposobu testować.

Zdarzyło nam się za to nieraz zrywać na równe nogi, gdy z otwartego okna poczuliśmy tę aromatyczna woń. Liczy się każda sekunda do całkowitego zamknięcia szpary okna – warunkuje ilość uciążliwego smrodka, która dostanie się do mieszkania (skunksia wydzielina może być wyczuwalna nawet z odległości 6 km). To samo z nawiewem z zewnątrz w samochodzie. Szybka reakcja to podstawa. Tylko ważne, aby w tej chaotycznej szamotaninie nie zwiększyć przypadkiem siły podmuchu (mea culpa). I musicie wiedzieć, że taki potrącony przez samochód skunks potrafi intensywnie śmierdzieć jeszcze przez tydzień po zdarzeniu. Bo tak.

Jeśli niedoskonałość tych zdjęć nie umknęła waszej uwadze, to na swoje usprawiedliwienie  dodam tylko, że przypłaciliśmy je oboje kilkuminutowym niedotlenieniem mózgu. Ale tak to już niestety bywa kiedy prowadzisz „życie na krawędzi” :p

Wikipedia mnie tu szturcha, że chciałaby coś dodać od siebie. Otóż skunks zwyczajny (ten z dwupasmówką na grzbiecie) występuje praktycznie w całych Stanach Zjednoczonych oraz w południowych prowincjach Kanady. Łacińska nazwa tego gatunku pochodzi od słowa mephit, czyli ,,nieprzyjemny zapach”.

Raccoon/Szop pracz

Dużo mniej niebezpieczny, aczkolwiek także niecieszący się powszechną sympatią jest raccoon. Po polsku szop pracz, ale ta nazwa jakoś mi do typa nie pasuje – raccoon prania ci nie zrobi, za to skrupulatnie przejrzy zawartość kosza na śmieci szukając jakichś smakołyków. Czyż nazwa szop śmieciarz nie byłaby bardziej adekwatna w takiej sytuacji? Być może, ale przyjrzyjmy się nieco etymologii nazwy szop pracz i co nam ona mówi o tych siersciuszkach.

Teoria, która do mnie przemawia, mówi o niemieckiej nazwie Schupp (używanej zanim przyjęło się współczesne Waschbar), pochodzącej od czasownika schuppen, czyli „łuskać”.  A to idealnie opisuje sposób w jaki szopy jedzą, przy użyciu swoich super zwinnych łapek. Podobną etymologię ma nazwa amerykańska – oznacza „ten, który pociera rękami/szoruje/rozłupuje”. Przydomek „pracz” szopy uzyskały natomiast tylko poza Ameryką Północną i Środkową, czyli poza terenami naturalnego występowania. Zaobserwowano bowiem, że żyjące w niewoli szopy miały w zwyczaju płukać otrzymane pożywienie przed zjedzeniem, jeśli akurat miały dostęp do „bieżącej” wody. Obecnie mówi się, że to sentymentalne nawiązanie do instynktownego poszukiwania jedzenia pod wodą w naturalnym środowisku. W Europie zwierzęta te pojawiły się w latach 30. XX wieku, jako ofiary ferm futerkowych.

Szopy są w Ameryce najczęściej uznawane za szkodniki, które niszczą uprawy np. kukurydzy i drzew owocowych. Do tego podobnie jak szczury przez swoją radosną, śmietnikową działalność przyczyniają się do roznoszenia chorób. Zawsze wiesz kiedy taki jegomość był u ciebie w nocy, bo rano śmieci walają się dookoła koszy. My nawet mamy swojego stałego bywalca, który doczekał się imienia (Julian przedstaw się Państwu), który czasem przychodzi z  rodziną lub znajomymi i razem wyjadają owoce morwy, które spadną z pobliskiego drzewa. Te które nie spadną też chętnie zjadają, bo dzięki ostrym pazurom i tylnym łapkom zdolnym do obrotu o 180 stopni swobodnie poruszają się po drzewach i nie spadają nawet gdy schodzą głową w dół. W tym roku zostaliśmy rodzicami chrzestnymi uroczej trójki małych rozbójników (Hyzio, Dyzio i Zyzio), po tym jak Łukasz pomógł ich matce wydostać maleństwa z komina zablokowanego przez drewnianą belkę. Krótko mówiąc – rodzina nam się powiększa.

 Raccoon’y nie są śmierdzącymi trzęsidupkami, więc łączą nas raczej przyjacielskie relacje 😉 Co ciekawe takiego raccoon’a częściej można spotkać w mieście (bo uwielbiają śmietniki) niż ,,na łonie natury”. I zdecydowanie łatwiej spotkać na zewnątrz szopa niż np. kota. W czasach kiedy ludzie wyrzucają tak dużo jedzenia, nie dziwi fakt, że raccoon’y trzymają się blisko nich. Samuel Zeveloff, autor książki „Raccoons: A Natural History” stwierdził, że prawdopodobnie są to najbardziej wszystkożerne zwierzęta na świecie. Dorosłe osobniki w Ameryce mogą ważyć nawet 12-14 kg. Potrafią otwierać skomplikowane zamknięcia pojemników, a raz ogarnięte rozwiązania mogą pamiętać nawet do 3 lat. Szanuję. Żeby nie powiedzieć, że adoruję (i z chęcią zaadoptowałabym takiego, gdyby tylko wyraził podobną chęć :p)

Na jednej z wypraw, podczas noclegu na prywatnym kampingu znajdującym się tuż nad wybrzeżem Atlantyku w Nowej Szkocji naszą czujność uśpiła odmienność tego miejsca na tle innych kampingów w parkach, z którymi mieliśmy do tej pory styczność. Nie było szans na to żeby pojawiły się tu niedźwiedzie (tak myślałam), więc w przypływie beztroskiego zaćmienia umysłu nie schowaliśmy na noc jedzenia do samochodu. Dobra wiadomość jest taka, że niedźwiedzi istotnie nie było. Zła jest taka, że były raccoon’y w wyniku czego straciliśmy cały zapas pieczywa, poł batona i jedna trzecia banana. Najgorsza – że najwyraźniej walczyły miedzy sobą o te zdobycze, budząc przeraźliwymi piskami pół obozowiska i pogrążając w paraliżującym strachu Kasię, która spała z nami w namiocie. Niepotrzebnie wizualizowała sobie w głowie stado raccoon’ów obdzierających ze skóry bezbronną mewę, co mimochodem podsunął jej Łukasz. Kampingowy chrzest ma dziewczyna z głowy. Tak samo jak moja siostra Diana, która śpiąc w samochodzie, resztę nocy spędziła w towarzystwie całego jedzenia, modląc się by rzeczywiście nie pojawił się żaden niedźwiedź lub by raccoon’y nie wróciły na deser. Najlepsza wiadomość jest taka, że na koniec i tak wszyscy mieliśmy z tego kupę śmiechu (tzn. taką mam nadzieję)

Szopy oprócz wysokorozwiniętego zmysłu dotyku mają też wspaniały węch. Zwabić je mogą nie tylko najmniejsze cząstki czy też resztki jedzenia, ale też np. miętowa pasta do zębów. Trzeba pilnować, aby namiot w którym planujecie spędzić noc był możliwie jak najbardziej „bezzapachowy”. Zapachy, które działają raczej odstraszająco to np. pieprz cayenne, chilli lub inne ostre papryczki i cynamon. Podobno potrafią także pożyczyć na wieczne nieoddanie połyskujące przedmioty. Warto o tym pamiętać zanim o znikniecie płyty CD posądzi się brata lub zażąda od siostry zwrotu kolczyków (albo w sytuacji gdy na prędce trzeba zrzucić winę na kogoś innego).

Niedźwiedź

Tylko żebyście po tym wpisie nie zostali z błędnym przeświadczeniem, że nie należy się bać niedźwiedzi. Nie chodzi o to, że miś czy łoś wam nic nie zrobi. Jeśli podejdziecie do nich za blisko lub znienacka to owszem zrobi i to będzie dużo bardziej niebezpieczne niż opryskanie przez skunksa. Tyle że w życiu codziennym i w tak zwanej dżungli miejskiej te problemy raczej nie będą was dotyczyć.

Jeśli wybieracie się w bardziej dzikie i naturalne tereny to trzeba przestrzegać pewnych zasad. Nie tylko dla własnego bezpieczeństwa, ale też po to by swoim nierozważnym zachowaniem nie sprowokować dzikiego zwierzęcia do działań, za które przyjdzie mu być może zapłacić bardzo wysoką cenę – nierzadko ostateczną. W parkach pamiętajmy o tym, że to one tam mieszkają, a my jako goście powinniśmy unikać sprawiania im kłopotów. I  tą jakże wzniosłą myślą, kończę dzisiejszy tekst pisany „pół żartem, pół serio” i biegnę zamknąć okno :p 

Sabina

Ten wpis dedykuje mojej kochanej siostrze Dianie Borucińskiej, która
zapowiedziała, że nie wyjedzie z Kanady póki nie zobaczy szopa pracza 😉