Kanadyjski celnik zakłada rękawiczki i pyta czy sama się pakowałam oraz czy chciałabym coś jeszcze zadeklarować, zanim otworzy moją walizkę. Beznamiętnie szpera pomiędzy zawartością dokładnie obtoczoną w panierce z białej, kociej siersi jaką hojnie obdarował mnie puchaty podopieczny mojej siostry, traktując moją walizkę jako swoją leżankę.

O czym to jest? – pyta celnik trzymając w dłoni książkę z okładką pełną kanadyjskich symboli.

O tym o czym zrobiło się ostatnio głośno. O szkołach z internatem (residential schools) – odpowiadam i nie muszę dodawać nic więcej.

Oh. Rozumiem.

Odkłada książkę.

Nowe fakty

Jak na ironię w czasie gdy przebywałam w Polsce, w programach informacyjnych Kanada pojawiała się nader często, a nagłówki donosiły o nowo odnalezionych zbiorowych mogiłach bezimiennych dzieci oraz o płonących kościołach. Temat co prawda obcy mi nie był, ale historie Toby’ego Obeda, Edmunda Metatawabina,  Anny Wesley i innych miałam dopiero poznać za sprawą reportażu Joanny Gierak-Onoszko „27 śmierci Toby’ego Obeda” przywiezionego z Polski.

Sam tytuł mówi niewiele o tym czego się można spodziewać w środku, podobnie zresztą jak tytuły poszczególnych rozdziałów. Dużo więcej wyczytać można z okładki, jeśli się dobrze rozpozna symbole. Mówią, że książek nie ocenia się po okładce – i ta chodź przyjemna i kolorowa niczym okładka przewodnika, otula treść zgoła odmienną – brudną i bolesną (jak owsianka jedzona z podłogi i rażenie prądem).

Opowiada o jednej z najczarniejszych stron kanadyjskiej historii. O sojuszu aparatu państwowego i kościelnego, który miał młodemu pokoleniu Pierwszych Narodów otworzyć drzwi do lepszego, ,,cywilizowanego” i jedynego słusznego świata. Zdala od ,,dzikusów”. W tym celu nawet bardzo małe dzieci całkowicie odseparowywano od rodziców i umieszczano je na wiele lat w szkołach z internatem (bynajmniej nie tych położonych najbliżej rodzinnego domu). Czy w tej sytuacji coś mogło pójść nie tak?

Lektura tej książki potrafi doprowadzić do sinusoidy negatywnych emocji: od głębokiego smutku i bezsilności do niesprecyzowanej złości  na systemową niesprawiedliwość i bardzo konkretnego gniewu zarazem. Po jednym rozdziale, możecie kogoś nienawidzić, po innym tej samej osobie będziecie jednocześnie współczuć.  To częste zjawisko, kiedy rzecz dotyczy przemocy systemowej. Odradzam czytanie rano – źle nastraja na resztę dnia.

Historia Toby’ego Obeda

W książce ,,27 śmierci Toby’ego Obeda” poznajemy historie kilku „ocaleńców” (survivors) , jak zwykło się nazywać byłych wychowanków kanadyjskich szkół z internatem – tych którzy wyszli z nich żywi. Zaczynamy od tytułowego Toby’ego Obeda i jest to opowieść o tym jak jedna tragedia życiowa prowadzi do kolejnej i jak trudno jest ten rozpędzony pociąg zatrzymać.

Poznajcie Toby’ego z Labradoru, który do szkoły z internatem trafił jako czterolatek, a należnych mu przeprosin doczekał się zaledwie kilka lat temu z ust obecnego premiera Kanady Justina Trudeau:

Przełomowy wywiad

Pierwsze rozdziały przerywałam, by w sieci odszukać źródłowe nagrania i fotografie. Wszak te historie wydarzyły się stosunkowo niedawno, a niektóre to zupełnie świeża sprawa. Wiadomości z przed trzydziestu lat z udziałem polityka Phila Fontaine’a oraz przedstawiciela kościoła są porażające. Zwłaszcza szczerość tego pierwszego i cynizm płynący z wypowiedzi drugiego. O dobrze nam znanej niezdolności kościoła katolickiego do empati wobec prawdziwych ofiar nie wspominając. Te wywiady otworzyły wiele kanadyjskich oczu. I to szeroko.

Każdy rozdział opowiada o innej postaci, choć ich losy raz po raz się przeplatają. Są to wychowankowie skrzywdzeni przez opiekunów, dziewczyna skrzywdzona przez kolegów ze szkoły, siostry zakonne, prawnicy, publicyści, artyści i inni. To również książka o ludziach, którzy nie rozumieją o co to całe zamieszanie w Kanadzie i w czym jest problem, a przede wszystkim – zrozumieć nie chcą.

Szkoły z internatem miały cywilizować „dzikie” dzieci i wychować dobrych pracowników. Wykorzystywano do tego separacje od rodziny, zmianę ubrań, fryzury i imienia oraz oczywiście kary cielesne. Odosobnione położenie szkół, ciecia budżetowe i brak odpowiedniego nadzoru doprowadzały do niewyobrażalnych deprawacji  nie tylko wśród wychowawców, którzy nadużywali swojej władzy, ale także podopiecznych. W rzeczywistości  nakręcały spirale przemocy. I nie za bardzo było do kogo zwrócic się o pomoc. Ocaleńcy proszą by usłyszano ich przynajmniej teraz. To książka nie tylko o krzywdzie, ale także o trudnym przepraszaniu i wybaczaniu.

Asymilacja?

Zapadły mi gdzieś w pamięć akapity mówiące o równości wśród ludzi, którą przewalcowała narzucona kultura chrześcijańska.

Technicznie rzecz biorąc

Autorka posiada i sprawnie wykorzystuje umiejętność wtapiania się w tło, by jak najwięcej przestrzeni oddać swoim rozmówcom. Ale dzieli się także z czytelnikiem osobistymi spostrzeżeniami i doświadczeniami. Relacjonuje to co widzi w trakcie wywiadu np. nianie – imigrantkę z Filipin krzątająca się gdzieś w tle rozmowy o jej uczuciach i patriotyzmie. Z reporterką rozmawia jej pracodawca, a o jej własne zdanie nikt nie pyta.  

Mimo, że w książce autorka jest bardzo neutralna – co niewątpliwie jest cechą dobrego reportażu, to już przez sam fakt że jest Polką, a część jej rozmówców o tym wie (i odwołuje się do historii Polski), książka staje się dla mnie bardziej osobista. Czuję się jakby mówili bezpośrednio do mnie.

Książka napisana jest pięknym, obrazowym językiem. Słowa ,,takie-były-czasy” dosłownie brzmią w mojej głowie do dziś, mimo że wcale nie zostały wypowiedziane.

Słowa i zawłaszczenia kulturowe

Reportaż ,,27 śmierci Toby’ego Obeda” pokazuje też jak ważne dla ofiar są słowa, zwłaszcza słowo przepraszam (ale też jego wymowny brak). To bardzo ważna refleksja, płynąca z tej książki. Tak, SŁOWA są bardzo ważne. I na nie każdy użytkownik języka ma wpływ. Dlatego kiedy wydaje nam się że jesteśmy wobec ludzkich tragedii bezradni i jako jednostki nic nie możemy zrobić, to zawsze możemy się zastanowić, czy słowa których używamy (nie zawsze ze złych intencji, bardzo często z przyzwyczajenia, niewiedzy, wygody itp.) nie dokładają komuś cierpienia. Rewizja języka to najprostsza rzecz jaką możemy zrobić. A warto też zastanowić się nad formą pomocy charytatywnej w jaką się angażujemy, o czym też wspomniano w książce.

Ciekawy jest dla mnie wątek zapożyczeń kulturowych w literaturze i malarstwie. Gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna kradzież twórczosci, symboli i tożsamości? Czy postać Pocahontas to rzeczywisty obraz kobiety z Pierszych Narodów czy raczej zseksualizowane wyobrażenie stworzone przez naszą kulturę? Czy jesteśmy gotowi na to, by czytać historie napisane przez tych którzy je przeżyli, czy jednak potrzebujemy filtra kultury zachodniej i „białego” nazwiska na okładce?

Wyboista droga

Kanada to nie jedyny kraj z trudną przeszłością, choć do niej taki wizerunek zdaje się nie pasować. Historii nie da się zmienić, można tylko działać w teraźniejszości i z myślą o przyszłości. I tą drogę Kanady do odbudowania relacji z Pierwszymi Narodami zamieszkującymi ziemie Północnej Ameryki możemy właśnie obserwować, a nawet w niej uczestniczyć. Nie miała utartej scieżki, bo podobne czarne karty historii inne narody zwykły raczej przemilczać i zamiatać pod dywan. Kanadyjczycy postanowili się ze swoją historią zmierzyć i co ważne, spróbować  naprawić to co się da. Czasem jest to krok w przód – jak oficjalne przeprosiny, uzupełnienie szkolnych podręczników czy system wypłat rekompensat, a czasem absurdalny krok w tył, jak np. ukrywanie i utrudnianie dostępu do kluczowych w procesie dokumentów.

Obecnie Kanadzie zarzuca się zbytnią poprawność polityczną, co zdaje się być najbardziej męczące dla  nowoosiedlonych imigrantów, którzy nie chcą ciągle przepraszać za coś czego przecież ,,nie zrobili”. Generalnie ich rozumiem, chociaż wydaje mi się, że zrozumienie historii kraju do którego się emigruje jest bardzo przydatne, zwłaszcza kiedy tak bardzo rzutuje ona na teraźniejszość. Może nie pomagaliśmy ówczesnym mieszańcom Kanady w tworzeniu tych szkół, ale przecież możemy pomóc współczesnym Kanadyjczykom w procesie zadośćuczynienia i pojednania z ocaleńcami, ich rodzinami i całymi społecznościami Pierwszych Narodów. To dzieje się teraz.

Efektem działań Komisji Prawdy i Pojednania jest np. rozszerzona treść przysięgi jaką składają nowi Obywatele Kanady:

W 2021 roku pierwszy raz obchodzono w Kanadzie nowo uchwalony Dzień Prawdy i Pojednania, który wyznaczono na 30 września. Data pokrywa się obchodzonym już wcześniej Orange Shirt Day i nawiązuje do dnia w którym dzieci zabierano do szkoły.  

,,27 śmierci Toby’ego Obeda” – Podsumowanie

Co mi dała lektura tej książki? Przede wszystkim spojrzenie z szerszej perspektywy i to z dużą dawką obiektywizmu. Pozwoliła mi lepiej zrozumieć Kanadę. Przygotowanie do testu na obywatelstwo także stało się łatwiejsze, bo kilka odpowiedzi na próbnym teście online znałam właśnie dzięki temu reportażowi.

Książa jest debiutem literackim Joanny Gierak-Onoszko, ale to nowość także dla Toby’ego Obeda, który wcześniej nie był bohaterem żadnej książki. Jego głos niesie się daleko za ocean, a jest to także głos tych podopiecznym szkół z internatem, o których nie tylko nigdy nie napisano, ale nawet nie opatrzono ich imieniem mogiły w której spoczeli.  Toby czeka na wersję anglojęzyczną, aby mógł ją przeczytać od deski do deski.

Polskojęzyczna wersja jest jeszcze do kupienia w Polsce np. w Tania Książka, a w Kanadzie w The Polish Bookstore.

Bardzo polecam, jeśli jeszcze nie czytaliście, a choć trochę interesujecie się Kanadą. A jeśli macie to już przeczytane to dajcie proszę znać jakie są Wasze przemyślenia na ten temat.

Tymczasem dziękuje za przeczytanie wpisu do końca.

Sabina