Wracamy na trasę Ontario Euro Trip. Jej początek opisałam tutaj, a dziś zajmiemy się cześcią, która swój finał ma w urokliwym Paryżu:

Sparta – Ontario Euro Trip

Sparta to chyba najbardziej artstyczna wioska na trasie i bardzo klimatyczna. W jednym z wiekowych budynkow znajduje sie herbaciarnia z angielską, czerwoną budką telefoniczną przed wejściem, więc barometr europejskości wybija skalę 😉 Osadę założyli w 1813 Kwakrzy – wspólnota religijna przybyła z Ameryki.

W okolicy jest wiele galerii, stary kościół przerobiony na muzeum, a w sklepie Anything Used and Sparta Country Candles (46361 Sparta Line) można się zaopatrzyć w ręcznie robione świece, fudge i inne bibeloty. Jest to rodzinny biznes założony w 1992 roku.

Nieopodal znajduje się  farma lawendowa i winnica. Pod adresem 8122 Rogers Rd. Malahide Township w Aylmer znaleźliśmy natomiast doskonałą miejscówkę na popołudniową herbatkę i nie tylko – Pinecroft Green Frog Tea Room. Działają od 1948 roku, oprócz gastronomii tworzą tu na miejscu oryginalną ceramikę i inne kanadyjskie upominki. Piękna drewniana chata miesci sie przy stawie, a wszystko otula wysoki sosnowy las.

Copenhagen, Ontario

A teraz zgadnijcie, kto był pierwszym osadnikiem na terenie obecnej Kopenhagi? Owszem – Dunczyk Charles Kuntze, ktory zbudował hotel Copenhagen Inn. Osadę przez pewien czas nazywano Kuntze’s Corners. Stała się Kopenhagą po otwarciu urzędu pocztowego w 1870 roku. Kopenhaga nieco różni się od pozostałych wiosek na trasie – domy są nowsze, a trawniki równiejsze.   

Vienna, Ontario

Po wyjechaniu z Kopenhagi Łukasz prosi asystenta google, aby nawigował do Vienna. Asystent uprzejmie odpowiada, że spoko-loko, nie ma problemu, już ogarniam trasę do Austrii 😉 No i nie ogarnął.  

A wiecie kto tutaj założył osadę? Ja też nie, choć na tym etapie podróży już się domyślam. Wiadomo natomiast, że w tutajszym Wiedniu mieszkali dziadkowie wynalazcy żarówki – Thomasa Edisona i to jedno z nich pochodziło z Wiednia. Upamietnia to tablica przy skrzyżowaniu Plank Rd. i Walnut St. Nieopodal znajduje się także małe muzeum poświęcone Edisonom (6209 Plank Road).

Będąc w okolicach ViennaCopenhagen warto odbić na południe i skorzystać z tutejszych plaż np. w Port Burwell, Port Stanley, Port Rowan lub Port Bruce. Tam też zapewne leżakują Ci wszyscy ludzie których nie spotkaliście na uliczkach Wiednia i Kopenhagi. Zwłaszcza Port Burwell bywa tłoczne latem.

Paris – Ontario Euro Trip

Paryż to kolejny mister piękności na trasie – tym razem wygrywa w kategorii małych miasteczek („The Prettiest Little Town in Canada”). W 1999 roku co prawda utracił prawa miejskie, ale tytuł pozostał. Jest także uważany za kanadyjską stolice bruku (Cobblestone Capital of Canada), a to dzięki wielu budynkom pięknie wyłożonym kamieniami z dwóch rzek okalających miasto.  

Z tynkiem związana jest też nazwa miasta. Założyciel tutejszego Paryża – Hiram Capron (1829 r) nie pochodził z Francji, a ze Stanów Zjednoczonych. Zapewne nawet nigdy nie widział oryginalnego Paryża. Niemniej szybkowiążący rodzaj tynku jaki można było uzyskać dzięki okolicznym złożom gipsu (podobnych do tych w Paryżu francuskim), dzierżył nazwę tynku paryskiego.

I tak oto prawie dwieście lat później, w środku kanadyjskiej prowincji Ontario para turystów szuka francuskiego croissanta do porannej kawy.

Grand River Street

Wbijamy więc do Dog-Eared Café (121 Grand River Street North, Paris) na klonowo-owsiane latte i pysznego wieloziarnistego rogalika.  Jak sama nazwa wskazuje, w środku nie ma ani jednego psa, jest za to mnóstwo książek z drugiej ręki. Jest także dobra muzyka, galeria i terrarium ze slimakami. Ślimaki są bezcenne, za wszystko inne mozna zaplacic MasterCard 😉 Z okna tej kawiarnio-księgarni widać Grand River.

Ontaryjski Paryż ma świetną lokalizacje, jego „starówkę” otaczają dwie rzeki a od strony Grand River wygląda trochę jak Chorwacja.

Spacerując przez główną ulicę trafiliśmy na wiele sklepów z lokalnymi wyrobami: mydlarnia, piekarnia, herbaciarnia, galeria itd.

Na zbiegu rzek Grand and Nith przy 31 Mechanic St znajduje się market The Paris Wincey Mills Co. Oddano go do użytku publicznego 5 lat temu, po pieczołowitej renowacji. Miała ona za zadanie zachować możliwie jak najwięcej z oryginalnego charakteru budynku. A jest to o tyle istotne, że ta zbudowana w 1889 i świetnie prosperująca fabryka tekstylna zasilana niegdyś energią z rzeki, pompowała życie do miasta i jest istotnym dziedzictwem historycznym okolicy. Tutejsi paryżanie znają wartość takich starych obiektów i są dobrze zorientowani w turystycznym potencjale swojej miejscowości.

Przypadkiem trafiliśmy także na galerię w domu, w którym zarówno mieszka jak i tworzy artystka Marguerite Larmand, specjalizująca się w metalowych ,,pajęczynach”. Six Directions Studio robi wrażenie zarówno zakamarkami i detalami domu jak i zgromadzonymi przez artystkę dziełami.

Gdzie spać?

W Paryżu jest jeden motel i jeden hotel, ale zapomnijcie o tym motelu, bo Arlington Hotel (106 Grand River Street North, Paris) jest prawdziwą perełką. Nie za duży za to w doskonałej lokalizacji i z wyśmienitym klimatem. Każdy z 23 pokoi nawiązuje wystrojem do innej postaci, głównie ze świata literatury i filmu, ale pojawia się też np. pokój Leonarda Cohena, czy ojca psychoterapii Sigmunda Freuda. Wybór pokoju na nocleg jest więc podwójnie trudny. Raz, że w weekend pokoje dość szybko się rozchodzą, a dwa – nie wiem który podoba mi się bardziej. Finalnie wybraliśmy leśny pokój Braci Grimm.

Największym problemem tego hotelu jest mały parking. Nie wszyscy się tam zmieszczą, a reszta musi sobie radzić na parkingu publicznym. Jako że nasze okna wychodziły w tym kierunku, byliśmy w stanie zauważyć, że miejsce się właśnie zwalnia i przeparkować samochód z ulicy.

Gdzie zjeść?

Z dołu dochodziła do nas muzyka na żywo z hotelowej restauracji .EDIT (a kiedyś nosiła ona nazwe – Woolf and Wilde), ale na obiad wybraliśmy się do Cobblestone Public House na przeciwko, bo wizytę w Paryżu chcieliśmy domknąć smakiem french onion soup.

Na crème brulée z Juniper Dining Co nie starczyło nam już miejsca. Jeśli natomiast lubicie jeść czując powiew bryzy na twarzy to świetną lokalizację i tarasy od strony rzeki ma Stillwaters Plate and Pour.

Ostatni przystanek to Paris Plains Church przy 705 Paris Plains Church Rd, w którym co prawda już byliśmy wracając z London, ale nastrój był wtedy iście jak z horroru. Zmierzch, pola wysokiej kukurydzy dookoła i oszalała chmara krwiopijczych komarów. Odpuściliśmy. Za dnia jest już całkiem spoko. Jest stary kościółek z piękną elewacją z kamieni, stara szkółka z imionami wypisanymi na ścianach i równie stary cmentarz z niektórymi tablicami datowanymi na połowę XIX wieku. Ale jest tez kilka z 2020 i 2021 roku. Cmentarz jest stary, ale zadbany. Wokół panuje cisza i spokoj. Czasem tylko jakieś auto przemierzy szosę lub przeleci stado czarnej ptaszyny przyprawiając mnie niemal o zawał serca.

I tym optymistycznym akcentem kończymy naszą przygodę z Ontario Euro Trip.

Ontario Euro Trip – podsumowanie i przemyślenia

Najbardziej zapamiętam urokliwy Paryż, Stratford i Spartę. Londyn choć największy, w dużej mierze zdominowany był przez roboty drogowe (i w naszym przypadku deszczową pogodę). Pomiędzy nimi była to trasa po rolniczych terenach z polami wysokiej kukurydzy po jednej i walcowatymi snopkami słomy po drugiej stronie. Czasem mijaliśmy też inne małe miasteczka, które od tych z listy różniły się tylko brakiem europejskiego imiennika.

Kopenhaga i Londyn się rozbudowują, resztę konsekwentnie gryzie ząb czasu. Niektórym te zmarszczki dodają uroku, choć pozamykane, puste biznesy (to akurat najpewniej efekt lockdownu) trochę wieją smutkiem.

Paryż najlepiej ze wszystkich wykorzystuje swoją nazwę i położenie otulone rzekami. Inwestują w turystykę i na ulicy widać wielu ludzi, także młodych. Jest dla kogo zagrać na chodniku. Nawet zamknięte lokale na głównej ulicy mają już plakaty informujące o nowych najemcach. Można tu zjeść francuskie klasyki, uzupełnić garderobę o paryski beret i napatrzeć się na wieże Eiffla – bo jest ich tutaj mnóstwo.

Ostatnio cała trasa chyba zyskała na popularności, o czym wspomniała mi pani z zamkniętej już farmy alpak, trafnie przewidując dokąd dalej jedziemy. Być może taka mała fala turystki pobudzi nieco okolice i te uśpione miejscowości. Póki co, nawet Tim Hortonsów jest tam niewiele, a przywykliśmy już do tego, że dobry wujek Tim jest wszędzie. Kawiarni brakowało, ale za to w każdej mieścinie był przynajmniej jeden monopolowy z sieci LCBO. To jest jakieś totalne nieporozumienie 😉

Zdecydowanie trasa jest warta przejechania – trochę jest to podróż po Europie, trochę po Kanadzie, a trochę wehikułem czasu.

Dla przypomnienia część pierwsza trasy jest tutaj:

Czytaj też: Kiedy nie możesz jechać do Europy, czyli Ontario Euro Trip część 1

A czy Wy wybralibyście się w taką trasę? A może już to zrobiliście? No i jak podoba Wam się Paryż? Dajcie nam znać w komentarzu poniżej.

Dzięki za przeczytanie do końca 😉

Sabina