Kiedy w Lynchburg, małym mieście w stanie Tennessee urodził się Jack Daniel, całe szkło w ówczesnych knajpach na świecie niecierpliwie zadrżało. Było to gdzieś w okolicach 1850 roku, choć dokładnie nie wiadomo, bo dokument fakt tych urodzin potwierdzający nie przetrwał pożaru. Dziś to imię jest znane niemal każdemu, a co dziewięćdziesiąty dziewiąty barman nadaje swojej latorośli imiona Jacek Daniel. Kto ma w barku odłożoną na czarną godzinę ostatnią butelkę starej dobrej Old No. 7 by Jack Daniel’s niech wyciągnie ją teraz. Przyprawimy ją odrobiną ciekawostek, historii i zdjęć pełnych czarnych jak smoła drzew.

Główny bohater tej historii

Jasper Newton Daniel – tak się naprawdę nazywał, ten który zmącił wody w Tennessee. Był najmłodszym z dziesiątki potomków rodziny Danielsów, jego dziadkowie pochodzący z Europy (Szkocja i Walia) wyemigrowali do Stanów w XVIII wieku. Jego matka zmarła niedługo po jego urodzeniu, a ojciec ożenił się ponownie i powiększył rodzinę o kolejną trójkę dzieci.

Dom rodzinny Jasper opuścił zanim dostał komunijny rower i zaczął pracę u luterańskiego duchownego Dana Calla. Ten z kolei poza duszpasterstwem zajmował się farmą, handlem i produkcją whiskey oraz korzystał przy tym z ówczesnego porządku świata dającego mu prawo do posiadania niewolników. Tak oto Jasper aka Jack spotkał się ze swym przeznaczeniem oraz z mentorem Nathan’em Green, zwanym wujkiem Nearest. O tej części historii jednak przez długi czas nie mówiło się oficjalnie.

Jack Daniel’s i historia niewolnictwa

Call polecił swojemu zaufanemu niewolnikowi Nearest’owi, aby ten nauczył Jacka wszystkiego co wie o whiskey. Uważał go za mistrza tego fachu. Nie bez powodu, bo niewolnicy od lat byli trzonem amerykańskich destylarni nie tylko jako siła robocza, ale też jako nośnicy afrykańskich tradycji produkcji alkoholu. Za wykwalifikowanego speca od whiskey płaciło się nie mało. Choć w sumie tylko raz.

Trzynasta poprawka do konstytucji i prawo Jim Crow

Przetasowania po wojnie secesyjnej doprowadziły do wykupienia alko-biznesu przez młodego Jacka i zatrudnienia w nim najpierw Nearesta, potem dwóch jego synów (George and Eli Green), a potem jego wnuków. Zatrudnienia, ponieważ w 1865 roku niewolnictwo zostało oficjalnie zniesione. Green’a uznaje się dziś za pierwszego legitnego mistrza destylarni.  

Na słynnym, późniejszym zdjęciu Jack’a z pracownikami czarnoskóry mężczyzna (prawdopodobnie George Green) siedzi po jego prawicy. Było to o tyle nietypowe, że w tym czasie na zgliszczach ery niewolników świetnie się miała segregacja rasowa i ówczesne podobne temu zdjęcia miały kolory oddzielone jak od linijki.

Wszystko wskazuje na to, że choć Jack nie wszedł w oficjalne partnerstwo ze swoim mistrzem i nie postawił jego nazwiska obok swojego to darzył go ogromnym szacunkiem. Mimo wszystko w późniejszym budowaniu marki wątek Green’ów był pomijany i ciężko stwierdzić czy z powodów zwyczajowych (powszechnie przypisywano sobie zasługi czarnoskórych niewolników i pracowników), czy marketingowych (produkt targetowano do dumnych Amerykanów). A może ze strachu przed dziejowym osądem społecznym. Oficjalnie wkład Nathana Green uznano przez właścicieli marki Jack Daniel’s dopiero 2017 roku, niejako pod presją pobocznych publikacji i inicjatyw honorujących wujka Nearesta. Nie mniej jednak, jak głosi tablica w Visitor Center potomkowie Greena od zawsze zasilali szeregi pracowników destylarni.

Jack Daniel’s i historia prohibicji

Młody Jack wpisał swoją destylarnie do krajowego rejestru w 1866 co czyni ją najstarszą zarejestrowaną destylarnią whiskey w USA. Osobiście jednak uważam, za dużo ciekawszy fakt, iż ta światowej sławy destylarnia, która zaopatruje w swoje butelki ludzi na całym świecie znajduje się na terenie dry country, czyli jest objęta prohibicją. Cóż za paradoks.

Nowy właściciel

Stanowa prohibicja w Tennessee rozpoczęła się 10 lat przed wprowadzeniem prohibicji ogólnokrajowej. W tym czasie kontrolę nad firmą sprawował siostrzeniec Jacka – Lem Motlow, jako iż ten nie miał ani żony, ani własnych dzieci którym mógłby przekazać swoje dziedzictwo (no chyba, że to o nim śpiewał niegdyś Dżem w utworze ,,Whiskey moja żono”). Bezpowrotnie zamknięto miejscowy White Rabbit Saloon w którym Jack spotykał się z przyjaciółmi. Lem robił co mógł, aby utrzymać produkcję: początkowo przeniósł się do St. Louis w Missouri, ale gdy zakaz rozlał się po całym kraju zamknął destylarnię, wrócił do Lynchburg i został senatorem. Próbował odwrócić niefortunny bieg wydarzeń.

Koniec prohibicji

Krajową prohibicje zniesiono dopiero w 1933, ale niektóre stany, czy hrabstwa nadal utrzymywały ją w mocy. W Tennessee dopiero w 1937 zniesiono zakaz produkcji alkoholu. Co do prawa do jego sprzedaży decyzyjność pozostawiono poszczególnym hrabstwom, a miejscowe Moore County nigdy nie przeprowadziło takiego referendum, które mogłoby złagodzić przepisy. Destylarnię Jack Daniel’s otworzono ponownie w 1938 roku, z pozwoleniem na produkcję, ale już nie na sprzedaż alkoholu. Branża produkująca alkohole zaczęła się odradzać.

Z czasem wiele kolejnych społeczności liberalizowało swoje prawo antyalkoholowe chociażby ze względów ekonomicznych. Niektóre hrabstwa uzyskały status pośredni (moist/semi-dry) regulując tylko pewne aspekty sprzedaży (jak np. rodzaj alkoholu lub czas w ciągu dnia) albo będąc mieszanką miast ,,suchych” i ,,mokrych”. Na poniższej mapie zaznaczono je kolorem żółtym. Czerwone to te suche (dry) z największymi restrykcjami, a niebieskie to mokre (wet), funkcjonujące bez ograniczeń.

Lem Motlow zmarł w 1947 roku, przekazując destylarnię swoim dzieciom. Te jednak nie chciały lub nie mogły kontynuować rodzinnej tradycji i dziewięć lat później sprzedały ją do Brown-Forman Corporation. Dziś zajmuje ona teren o powierzchni 1,700 akrów, zatrudnia ok. 430 pracowników i produkuje ok. 120 milionów butelek na rok.

Jack Daniel i słaba głowa

Jack nie dożył rozwoju nowej ery, bo najwyraźniej nie miał pamięci do liczb, a i z kontrolą emocji czasem przegrywał. Pewnego dnia, gdy próbował bezskutecznie otworzyć biurowy sejf strasznie się na złośliwość rzeczy martwych zdenerwował. Niestety zamiast rozłożyć sobie matę do jogi kopnął z impetem w to masywne pudło. W sumie to nawet trudno mu się dziwić, że miał zszargane nerwy skoro zabroniono mu legalnie sprzedawać ukochany produkt. Sejf się nie otworzył, za to w odwecie złamał mu palec u nogi. Było to źródłem zakażenia, które w konsekwencji doprowadziło do śmierci tego małego, ale upartego człowieka w 1911 roku. Miał ok. 60 lat. Wpisałabym to w statystyki zgonów wywołanych prohibicją.

Jack Daniel’s i historia muzyki

Cztery lata po śmierci Jacka na świat przyszedł człowiek, który wstrząsnął z kolei światem muzycznym. Frank Sinatra w dużej mierze przyczynił się także do tego, że marka Jack Daniel’s stała się wtedy tak popularna. Muzyk zakochał się w smaku Old No 7 tak bardzo, że w 1955 roku na scenie przedstawił swoją szklankę z ulubioną whiskey słowami: “Ladies and gentlemen, this is Jack Daniel’s, and it’s the nectar of the gods.” Obroty firmy wzrosły niesłychanie. A i drogi whiskey z Tennessee i rock&roll’a splotły się jak w warkoczu włoskim. W ciągu ostatnich lat Jack Daniel’s panoszył się na zdjęciach z takimi osobistościami jak Jimmy Page, Keith Richards, Slash, Mick Jagger, Tom Petty i pewnie wielu innych. A Frank Sinatra został razem z butelką Jacka pochowany w 1998 roku.

Jack Daniel’s dzisiaj

No i jesteśmy – dwóch wybitnych znawców alkoholi melduje się wczesnym rankiem pod adresem 133 Lynchburg Hwy. Wczesnym, bo znowu pomieszały nam się strefy czasowe i destylarnię otworzą dopiero za godzinę. Z dwojga złego i tak wolę pomyłki w tą, a nie w przeciwną stronę. Usiedliśmy sobie na fotelach wykonanych ze starych beczek. Panował tam niesamowity spokój.

Jack Daniel’s Visitor Center

Gdy już weszliśmy do środka, zauroczyła mnie estetyka tego miejsca. Było to coś na kształt muzeum, a jednak dało się dostrzec artystyczną rękę, która maczała ręce w aranżacji. I w dbałości o detale. Tu pokrótce zapoznaliśmy się z historią Jacka, Nearesta i Lema, jak i z procesem produkcji whiskey z etykietą Jack Daniel’s. Centrum otwarte jest siedem dni w tygodniu od 9:00 do 16:30 z wyjątkiem Święta Dziękczynienia, 24, 25 i 31 grudnia oraz 1 stycznia.

Wycieczki z przewodnikiem

Za wejście do visitor center nie płaci się nic. Jeśli natomiast chcecie zajrzeć do zbiorników fermentacyjnych trzeba wykupić wycieczkę z przewodnikiem. Dostępne opcje znajdziecie tutaj. My wybraliśmy Flight of Jack Tour (25 USD/os).

Wtajemniczeni

Busem zabrano nas tam gdzie zaczyna się sekretna produkcja, czyli przygotowanie odpowiedniego węgla poprzez spalanie drewna klonowego. Będzie on potem użyty do przefiltrowania alkoholu. Na posesji znajdują się też zabytkowe wozy strażackie.

Istotnym elementem smaku zaklętego w butelce z logo Jack Daniel’s jest woda użyta do produkcji. Pochodzi z miejscowego źródła Cave Spring Hollow otoczonego wapieniem, który odfiltrowuje z niej żelazo, czyniąc ją wyjątkowo delikatną. Dostępu do niego pilnuje sam Jack zaklęty w majestatyczny pomnik. Swego czasu za ten kawałeczek ziemi z tętniącą z niej wodą zapłacił on $2 148, co po wyprodukowaniu z niej niezliczonej ilości whiskey przez te wszystkie lata okazało się inwestycją na niepojętą skalę. To z powodu tego źródła jego destylarnia znajduję się właśnie tutaj.

Oprócz wody potrzebna jest też odpowiednia mieszanka ziaren: 80% kukurydzy, 12% jęczmienia i 8% żyta. Ziarna składowane są w ogromnych silosach.

Tam gdzie woda zmienia się w whiskey

Proces fermentacji odbywa się w 64 kadziach po 40 tyś. galonów każdy i trwa do 6 dni. Do produkcji kolejnej partii wykorzystywany jest naturalny zaczyn z porcji poprzedniej. Gotowa mieszanka wędruje następnie do miedzianych destylatorów kolumnowych, a potem przeciska się kropelka po kropelce przez prawie 3,5 metra ciasno ubitego węgla drzewnego w 72 zbiornikach. Ten ostatni etap zwany powszechnie ,,Lincoln County Process” został wyróżnikiem, który ze zwyczajnej whiskey robi coś co znamy jako Tennessee whiskey.

Zbiorniki do fermentacji, destylacji i filtrowania działają poza zasięgiem obiektywów aparatów. Podobnie jak zaawansowana technologia wspierająca tradycyjną produkcję. Toteż stamtąd zachowaliśmy jedynie wspomnienie odurzającego zapachu wydobywającego się z wnętrza zbiornika.

Jack Daniel’s nabita w beczkę

Jack Daniel’s whiskey bezbarwna jak monotlenek diwodoru trafia następnie do specjalnych, ręcznie wykonanych beczek i leżakuję sobie, aż osiągnie wiek wystarczająco dojrzały (4-8 lat). Na tą różnicę czasu wpływa między innymi wysokość na której znajdują się dane beczki i wynikająca z tego różnica temperatur. Wszystkie beczki są wykonane z amerykańskiego białego dębu, bez użycia kleju i gwoździ do spajania ze sobą kawałków drewna. Wnętrze opala się przed napełnieniem, co wydobywa i karmelizuje naturalne cukry zawarte w drewnie. Firma kontroluje także i tą część produkcji. Taka beczka w destylarni Jack Daniel’s jest używana tylko raz. Jej recyklingu dokonują inne destylarnie, browary i tym podobni producenci.

Dokładna receptura jest sekretem, ale podsumowując wycieczkę sekret marki Jack Daniel’s leży w źródlanej wodzie, odpowiedniej mieszance ziaren, klonowych węgielkach i dębowych beczkach. Ale przede wszystkim w zachowywaniu tradycji z XIX wieku, czyli tej którą stworzyli Jack i Nearest.  

Rozlewanie

Kolejne pomieszczenie to trochę zoo. Nie wiadomo tylko kto kogo ogląda – my pracowników etykietujących i pakujących butelki, czy oni kolejne stadko turystów z uwieszonymi u szyi aparatami 😛

Testowanie

A teraz jest ta część po którą tak naprawdę wszyscy tu przyszli, czyli przepłukanie gardła Jack’iem Danielsem w Lynchburg – miejscu jego narodzin. Jak ktoś może pamięta z ciągu znaków zapisanych powyżej w mieście panują pewne paradoksalne ograniczenia prawne. Alkohol ten nie może być sprzedany, ale można otrzymać darmowe próbki na terenie destylarni (w ramach wykupionej wycieczki z przewodnikiem). Tak oto poznaliśmy nowe smaki:

  • Jack Daniel’s Gentelman – podwójnie przefiltrowany przez węgielki
  • Jack Daniel’s Tennessee Rye – 70% żyta w mieszance
  • Jack Daniel’s Tennessee Fire – z cynamonem
  • Jack Daniel’s Tennessee Honey – z miodkiem

Dozwolony jest też zakup pamiątkowych i kolekcjonerskich butelek z logo Jack Daniel’s na miejscu. Pełnych.

Cała beczka z logo Jack Daniel’s

W produkcji Jack Daniel’s Old No. 7 aby zachować zawsze ten sam smak miesza się zawartość wielu beczek przed rozlaniem ich do butelek. Tymczasem te z etykietą Single Barell pochodzą tylko z jednej beczki, co też sprawia, że mogą się delikatnie różnić od siebie.  

Ponadto w ramach programu Jack Daniel’s Single Barrel Personal Colection możecie sobie zakupić całą beczkę tylko dla siebie (lub dla kogoś) – za ok 10 tyś. USD . Będzie to ok. 240 butelek. No nie wiem, hajta się ktoś może na dniach? 🙂

Lynchburg – miasto antyków

Lynchburg to małe, urocze i  spokojne miasteczko, założone na początku XIX wieku. Aktualna liczba mieszkańców – niespełna 6,5 tyś – odnosi się do całego hrabstwa Moore (konsolidacja miasta i hrabstwa w jedną metropolię nastąpiła w 1998 r.) Dawniej za sprawą licznych destylarni działających w okolicy rynek zbytu znajdowali producenci kukurydzy, a hodowcy świń i bydła używali odpadków jako paszy. W 1883 roku znaczna część miasta spłonęła. Ogień strawił budynek sądu, w którym znajdowało się archiwum dokumentów – m.in. akt urodzenia Jaspera Newtona Daniela.

Zabytkowy rynek wygląda jakby zatrzymał się na nim czas. Nazwa Jack Daniel’s jest tam odmieniana na pierdyliard sposobów, zdobiąc niemal każdy produkt dostępny w lokalnej sprzedaży. Sklepy z pamiątkami, ze starociami, produkty wykonane ze starych beczek po whiskey, worki pełne węgla z destylarni, szklaneczki, buteleczki i tym podobne gadżety wylewają się z półek sklepowych.

Zobacz też: Grover’s Mill, Corbin, Mansfield, Lynchburg – te miasta są znane z tego, że…

Lynchburg – Gdzie zjeść?

Podobno najlepiej w Miss Mary Bobo’s Boarding House, gdzie można nie tylko fajnie zjeść, ale i poczuć gościnny klimat południa. Serwują tam między innymi Smażoną Okrę – przysmak samego Jacka. Nam nie udało się zrobić wcześniej rezerwacji, więc wpadliśmy na świetne burgery do Lynchburg FIX’NS.

Historia Destylarni Jack Daniel’s to niemały kawałek historii USA, która mnie fascynuje. A Wy co o tym sądzicie? Napiszcie w komentarzu.

Na zdrowie!

Sabina

Jeśli dotarłeś aż tutaj i wpis Ci się podobał to będzie nam bardzo miło, jeśli go polubisz lub udostępnisz. Dziękujemy!