Przypomniał mi się dziś pewien kuriozalny moment z naszych wojaży, ale to nie jest temat na dłuższe wypracowanie maturalne (tzn. jak najbardziej jest, ale o tematyce bardziej medialnej niż podróżniczej), a i zdjęć praktycznie nie mamy, bo była ciemna noc i to jak samo zło. Ta historia o Grover’s Mill będzie wisienką na torcie małego zestawienia miast wcale nie powalających turystycznym potencjałem i o których pewnie nigdy byśmy nie usłyszeli (a tym bardziej je odwiedzali) gdyby nie to, że w tym mieście….

…Sanders usmażył kurczaka.

Kojarzycie jego twarz nawet jeśli jeszcze nie zdajecie sobie z tego sprawy, bo nie uwierzę, że nigdy nie wpadło w Wasze ręce pudełko KFC lub inna ich reklama. Harland Sanders jest postacią nader ciekawą i uosobieniem maksymy, że nigdy nie jest za późno na sukces (on na swój czekał ponad 60 lat). Sanders w swoim życiu imał się różnorakich zajęć, a jego życie zawodowe można śmiało porównać do rollercoastera. Pracował m. in. na farmie, na promie, na stacji benzynowej, w ubezpieczeniach, był prawnikiem, sprzedawcą oraz żołnierzem.

W czasie gdy pracował na stacji Shella w Corbin, zaczął serwować klientom posiłki, w tym smażonego kurczaka, który zyskał uznanie i popularność nie tylko wśród miejscowych, ale także wśród podróżujących tą trasą. Dysponował wtedy miejscem zaledwie dla 6 osób.

Idąc za ciosem otworzył naprzeciwko restaurację Sanders Court and Café z miejscem dla 142 głodnych klientów, która co prawda w międzyczasie spłonęła, ale odrodziła się powiększona o część motelową.  Wtedy też dopracował swoją sekretną recepturę na którą składała się unikalna mieszanka przypraw oraz szybki i dający bardziej soczysty efekt sposób smażenia – Pressure Frying. Opatentował swoją metodę w 1962 roku. 

Jako, że nowo otwarta autostrada międzystanowa nr 75, znacznie uszczupliła Sandersowi klientelę, ten wierząc w swój produkt wyruszył w poszukiwaniu nowego rynku. Tym samym zaczął budować swoją sieć franczyzową, pozwalając restauratorom poznać smak kurczaka z Kentucky i udostępniając im swój przepis w zamian za kilka centów od każdej sprzedanej porcji. No i jak to się rozrosło to już chyba każdy wie.

Dzisiaj w Corbin, Kentucky

Corbin jest miejscem narodzin tejże receptury, mimo iż oryginalna restauracja (688 U S Hwy 25 W, Corbin,  KY) została przez Sandersa odsprzedana. Od 1990 lokal widnieje w Krajowym Rejestrze Miejsc Historycznych i dziś mieści się tam współczesne KFC oraz małe muzeum pod nazwą Harland Sanders Cafe and Museum o czym informuje neonowy szyld i pamiątkowa tablica. Otwarte codziennie od 10:00 do 22:00. W środku znajduje się kuchnia w której dokonał się ten  ,,kulinarny przełom” w historii kurczaków, oryginalne biuro, pokój motelowy oraz mnóstwo fotografii i pamiątek z tego okresu. Jest też i Harald Sanders  – cały na biało siedzi na ławce i bacznie obserwuje czy pracownicy dobrze mieszają panierkę. Wierzcie lub nie, ale pod jego okiem panierowane udko smakuje jakoś lepiej.

Sanders jest w mieście niekwestionowaną legendą, a w parku przy Main Street wystawiono mu kolejny ołtarzyk z pełnowymiarowym pomnikiem z brązu, mini ogródkiem z ziołami wchodzącymi w skład „tajnej” receptury  oraz tablicami informacyjnymi.  Park nosi oczywiście nazwę Sanders Park (przy East Monroe St.) i bardziej przypomina placyk niż park.

Czy jest jakikolwiek inny powód, aby wbijać do tej mieściny w Kentucky? Raczej nie. Podobnie jak do Mansfield w Ohio, w którym to…

…Andy Dufresne uciekł z więzienia.

No może nie dosłownie Andy, bo Tim Robbins i nie dosłownie nawiał, ale zagrał taką rolę (przy czym zrobił to doskonale). Tak czy siak to właśnie tutaj, w nieczynnym już wtedy Ohio State Reformatory zekranizowano genialną opowieść Stephena Kinga o Skazanych na Shawshank. Film połechtał fałdki tak wielu umysłów na świecie, że choć jest już nie pierwszej młodości, pozostaje niepokonany w wielu rankingach filmowych. I okazał się turystycznym graalem dla mieszkańców Manfield. W OSR nakręcono sceny więzienne i sceny w pomieszczeniach administracyjnych, ale jest tam także wnętrze wynajętego pokoju. Ten do którego zarówno Brook jak i Red trafili po opuszczeniu Shawshank i z którego Red wyszedł, a Brook już nie.

Dzisiaj w Mansfield, Ohio

Pielgrzymki filmowych fanów (i ich portfele) tknęły trochę życia do rozpadającej się rudery z bardzo trudną historią. Ohio State Reformatory (100 Reformatory Rd, Mansfield, OH) mimo tylu lat wciąż wygląda bardzo majestatycznie z zewnątrz, w środku natomiast wieje smutną grozą. Obecnie znajduje się tam muzeum (filmowo-więzienne) otwarte codziennie w sezonie letnim od 11:00 do 16:00. Po sezonie godziny są ograniczone. Samo wejście kosztuje 15 USD, można dodatkowo wypożyczyć audioprzewodnik za 5 USD. Wycieczki z przewodnikiem są po 20 USD.

Oprócz tego z obiektu nadal często korzystają filmowcy, muzycy i fotografowie, a także  organizowane są sezonowe eventy dla tych, którzy lubią się bać np. na Halloween.

Na niesłabnącej fali popularności filmu w 2008 roku utworzono w mieście The Shawshank Trail. Wyszczególniono 15 lokalizacji filmowych w Mansfield i okolicy, m.in. miejsce w którym KIEDYŚ rosło jedno z najsłynniejszych drzew kinematografii.

Obszerny wpis na temat Shawshank, OSR oraz tego dwustuletniego dębu znajdziecie tutaj:

Kogo naprawdę skazano na Shawshank?

a tymczasem przenosimy się do Lynchburg w Tennessee, w którym to…

…Jack Daniels zamienił wodę w whiskey. 

I to dosłownie. Tutaj się urodził, tutaj nauczył się destylować whiskey, tutaj stworzył jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek alkoholowych, tutaj zmarł i tu jest pochowany. Jack Daniel w przeciwieństwie do wspomnianego wyżej Harlanda Sandersa całe swoje życie był wierny jednemu biznesowi i jednemu miastu. Niestety umierał w czasach amerykańskiej prohibicji, która mocno poturbowała dzieło jego życia, czyli najstarszą zarejestrowaną destylarnią whiskey w USA.

A źródło Cave Spring Hollow z którego czerpał wodę dalej znajduje się na terenie należącym do destylarni i dalej jest przez nią wykorzystywane w produkcji.

Dzisiaj w Lynchburg, Tennessee

Największą atrakcją miasta jest Jack Daniel’s Distillery, która dziś zajmuje powierzchnię 1,700 akrów i produkuje ok. 120 milionów butelek na rok. Otwarta jest siedem dni w tygodniu (z małymi wyjątkami) od 9:00 do 16:30. Visitor center z małym muzeum można obejrzeć bezpłatnie, wycieczki z przewodnikiem po zakamarkach destylarni kosztują ok 20-25 USD.

Piękny jest też zabytkowy rynek przy czym można by go pomylić z wieloma innymi amerykańskimi starówkami, gdyby nie to, że nazwa Jack Daniel’s pojawia się dosłownie na wszystkim i wszędzie.

Historia Jacka i jego rodzinnego miasta ma jeszcze inne, ciekawe wątki o czym dużo wylewniej pisałam tutaj:

Lynchburg i źródło z którego tryska Jack Daniel’s

A teraz kilka słów o tym jak w środku nocy zawitaliśmy do miejscowości w której…

…rozpoczęła się inwazja Marsjan na Ziemię.

Z pozoru mało istotne wydarzenie z 1938 roku odbiło się echem, które słychać nawet  dziś. Ot zwykła audycja radiowa – ktoś mógłby rzec, a jednak jakimś cudem trafiła na łamy podręczników do psychologii społecznej i tym samym do mnie.

I wtedy sobie przypomniałam, jak Łukasz opowiadał o musicalu Wojna Światów, a konkretnie o koncertowej wersji Jeff Wayne’s Musical Version of The War of the Worlds. Że to taki super performance jest, za którym swego czasu zanurkował w najgłębsze otchłanie Internetu, by gdzieś pomiędzy oryginalnym, staropolskim przepisem na sałatkę warzywną spisanym przez samego Mieszka I, a recenzją nowego gołębia pocztowego w wersji limuzynowej wyłowić zapis video z tego eventu. I że koniecznie muszę to zobaczyć. Czasy to były tak odległe, że działania temu podobne wraz z zapisem powyższego na połyskujący krążek DVD (dla potomnych) były życiową zaradnością, a nie piratowaniem. Czyli bardzo dawno temu.

Dzisiaj wystarczy  wpisać tytuł w wyszukiwarkę youtube i show porównywalne do współczesnych koncertów z muzyką z „Gry o tron” śmiga jak szalone, przy czym jakość dźwięku jest odpowiednio uboższa, co jest oczywiście zrozumiałe. Tak czy siak absolutnie polecam, jeśli jeszcze nie mieliście okazji tego zobaczyć i zaręczam, że wszelkie adaptacje filmowe mogą temu musicalowi co najwyżej czyścić perkusję.

Ale do rzeczy. Grover’s Mill

Historia zaczyna się od angielskiego opowiadania science-fiction, autorstwa Herberta George’a Wells wydanego w 1898 roku. „Wojna Światów” opisywała apokaliptyczny atak Marsjan na Ziemię, a centrum akcji  znajdowało się w rodzimej Anglii. Książka zyskała dużą popularność i została przewałkowana i zaadaptowana na dziesiątki sposobów.

Sława tego dzieła dotarła także do USA. W 1938 roku zabrał się za nią Orson Welles – aktor, producent filmowy i pisarz, który na bazie tej historii przygotował godzinne słuchowisko radiowe dla stacji CBS. Była to część serii słuchowisk The Mercury Theatre on the Air i miała polecieć na żywo dzień przed amerykańskim Halloween. Koncepcja słuchowiska była taka, że miała przypominać autentyczne wiadomości radiowe, które to niespodziewanie przerywają zwykłą audycję.  Najpierw była mowa o zaobserwowanych wybuchach na marsie, potem o uderzeniu dziwnego obiektu w Ziemię z którego niczym z konia trojańskiego wylali się Obcy z zamiarami dalekimi od pokojowych. Rzecz się działa w mało znanej miejscowości Grover’s Mill w New Jersey, a aktualne wydarzenia podawano między innymi w formie relacji naocznych świadków. W wyniku ataku ginęło coraz więcej ludzi, płonęły domy i samochody, do akcji wysłano amerykańskie wojsko w pełnym uzbrojeniu. Obraz wykreowany przez grupę aktorów był naprawdę tragiczny.

Masowa panika Grover’s Mill

Co prawda na początku i pod koniec audycji zaznaczono, że jest to opowieść fikcyjna, ale umówmy się, że nie robiło to żadnej różnicy komuś kto dołączył do słuchaczy gdzieś w środku (bo mu Karen spod trójki zadzwoniła, żeby szybko włączył radio), a zanim dosłuchał do końca był już w drodze do sklepu po papier toaletowy. Nazajutrz amerykańska prasa zawrzała bardziej niż kiedy dzisiaj Donald Trump włącza Twittera. Z gazet można się było dowiedzieć, że nieroztropna audycja wywołała masową panikę, a przerażeni ludzie dzwonili do redakcji i na policję, żeby potwierdzić te tragiczne doniesienia i zapytać co mają robić. Oczywiście ci którzy ten silny atak paniki przeżyli, bo nie każdy miał tyle szczęścia. Był to doskonały powód, aby dyskredytować konkurencyjne medium. 

Stacja CBS miała z tego powodu chwilowe problemy i dostali zakaz używania w audycjach rozrywkowych zwrotu ,,przerywany program, aby nadać ważny komunikat”, jednak finalnie wyszło jej to na dobre. Dla Orsona Welles była to furtka do kariery w Hollywood i stworzenia dwa lata później kinematograficznego i również mocno nowatorskiego dzieła „Obywatel Kane”.

Fake News Grover’s Mill

Tylko ilu Amerykanów tak naprawdę uwierzyło w tą historię? Ilu w ogóle słuchało wtedy tej stacji? Późniejsze publikacje kwestionowały zasięg i siłę rażenia samej audycji. Przede wszystkim dlatego, że na innej stacji puszczano wtedy naprawdę popularny program komediowy i według badania oglądalności zgarnął on większość słuchaczy. Z tych co słuchali Wojny Światów największą szansę na omylne zrozumienie audycji mieli ci, którzy żyli w chronicznym strachu przed atakiem nazistów (takie czasy). Podatni na manipulację byli także ci którzy o ataku dowiedzieli się nie bezpośrednio z radia, lecz od kogoś bliskiego (dzisiaj pewnie użyto by social mediów). W sumie tych drugich badanie słuchalności raczej by nie wyłapało. Czy wyobrażacie sobie jakby to wyglądało dzisiaj w dobie social mediów?

Dzisiaj w Grover’s Mill, New Jersey

Na pamiątkę tego wydarzenia w 1988 roku w Van Nest Park (218 Cranbury Rd, West Windsor Township, NJ) postawiono pomnik z brązu – Martian Landing Site Monument. Symbolizuje on miejsce, w którym według audycji rozpoczęła się ta fikcyjna inwazja. Byliśmy w drodze z Nowego Jorku do Filadelfii i Grovers Mill było po drodze. Z samochodowych głośników leciały dźwięki znajomego musicalu. Nastrój wszedł na gładko. Poza oświetlonymi łazienkami park spowijała mroczna ciemność. Uzbroiliśmy się w miecze świetlne tj. latarki i ruszyliśmy przed siebie w poszukiwaniu tego nieszczęsnego pomnika.  I to bynajmniej nie było łatwe zadanie. O mały włos sama tam nie wylądowałam – z tym, że konkretnie w stawie. Łaziliśmy jak obłąkani i byliśmy już blisko rezygnacji, aż w końcu znaleźliśmy go za jakimiś krzakami. Był w sumie większy niż myśleliśmy. Szkoda, że było ciemno, ale fajnie, że nie zajeżdżaliśmy na marne.

Niestety nie załapaliśmy się na kawę w Grover’s Mill Coffee House (335 Princeton Highstown Rd, West Windsor, NJ), bo Marsjanin mi świadkiem, że chętnie zobaczyłabym ten lokal. Ponoć wnętrze robi mega wrażenie, bo jest mnóstwo nawiązań zarówno do wspomnianej audycji jak i do późniejszych produkcji filmowych, które także kręciły się wokół Grover’s Mill. Wycinki z gazet oraz zdjęcia z 1938 to tylko niektóre ze zgromadzonych tam pamiątek. Sama sobie to miejsce polecam i może jeszcze tam zawitam kiedyś przy okazji.

Powyżej mapka z wymienionymi miastami, wszystkie są we wschodniej części USA. Tymczasem dajcie znać, z czego słynie Wasze miasto (albo z czego mogłoby) i dlaczego warto je odwiedzić? Albo jakieś inne znane Wam miasto, które nie jest turystycznym Behemotem, ale coś ciekawego Was w nim urzekło?

Sabina

Zainspirowałeś się? To super, bo po to właśnie jest ten wpis! Będzie nam bardzo miło, jeśli go polubisz lub udostępnisz. Dziękujemy!