Pojedźmy razem trasą z wymalowanym symbolem ,,Droga 66”. Będziemy przepuszczać wiatr przez palce, jadąc od jednej opuszczonej motelo-kawiarni  do drugiej. Będziemy jeść pancake’i z syropem na śniadanie, a kawa w kubku nigdy nie skończy się zbyt wcześnie. Wejdziemy do środka wielkiego niebieskiego wieloryba, zastanawiając się nad tym jakże osobliwy był to prezent. Żując źdźbło trawy wskoczymy w pole kukurydzy i resztkami kolorowych farb w sprayu napiszemy nasze imiona na starych Cadillacach. Będziemy się zastanawiać, czy koleś z łomem, który próbuje nam otworzyć stare muzeum naprawdę jest jego właścicielem.

Pewnego ranka odkryjemy, że po ciemku zaparkowaliśmy tuż przy krawędzi Wielkiego Kanionu, a potem usiądziemy sobie na jego brzegu. Spędzimy noc w Wigwamie, inną zaś pod Walmart’em. Będziemy rzucać się śnieżkami w górach i szukać ochłody pod zraszaczem do trawnika w Kalifornii. Przy pralce na ćwierćdolarówki zapytają nas czy jesteśmy kierowcami ciężarówki. Dojdziemy do znaku Welcome Las Vegas o trzeciej nad ranem i nie będzie już tam nikogo innego. Będziemy obsesyjnie naciskać spust migawki, kiedy z megafonu poleci komunikat, że zamykają tamę Hoovera. I odpłyniemy wsłuchując się w szum fal Pacyfiku o zachodzie słońca. A do najgorszej kawy będzie przygrywał nam Elvis Presley.

Tak mniej więcej wyglądała amerykańska Droga 66 w mojej wyobraźni i taka jest teraz w moich wspomnieniach. Bo jak inaczej opisać podróż, która tak naprawdę nie ma celu, a sama w sobie jest celem? Temat rzeka i niełatwe zadanie, ale podejmiemy próbę. Chociażby dlatego, że są jeszcze wśród nas ludzie, którzy np. nie oglądali w święta Kevina lub na wiadomość, że urlop wykorzystaliśmy na przejazd trasą 66 pytają – ,,czyli co?”

A zatem już tłumaczę.

Jak długa jest Droga 66?

2 448 mil, czyli 3 940 km (od Chicago do Los Angeles). Zwróćcie uwagę na fakt, że jej bieg ewoluował w czasie jej oficjalnego funkcjonowania (1926-1985). Droga 66 przebiega przez osiem stanów: Illinois, Missouri, Kansas, Oklahoma, Teksas, Nowy Meksyk, Arizonę i Kalifornię.

Jak powstała Droga 66?

Inicjatorem budowy tej drogi był Cyrus Avery, komisarz ds. Autostrad z Oklahomy. Chciał połączyć Chicago w Illinois i Los Angeles w Kalifornii trasą biegnącą przez swoje rodzinne miasto Tulsa.

Wraz z współpracownikami pracował nad połączeniem setek istniejących już dróg i ulic głównych w miastach w nowy system krajowy. 11 listopada 1926 oficjalnie oddano do użytku Route 66 choć zaledwie ok. 30 % tej trasy było w tym czasie utwardzone. Dziś Cyrus Avery zwany jest Ojcem Drogi 66.

A teraz musimy zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie:

Dlaczego akurat Droga 66 stała się tak popularna na świecie? Co ma w sobie tak wyjątkowego?

Jest kilka powodów. Chociaż nie jest ani najdłuższą (jest nią Route 20 – 3 365 mil), ani najstarszą (jest nią King’s Highway) drogą w USA to była najkrótszą i działającą przez cały rok drogą łączącą Środkowy Zachód z Wybrzeżem Pacyfiku. Dodatkowo Cyrus Avery powołał w 1927 roku US Highway 66 Association, które miało czuwać nad rozwojem i promocją trasy.  Nazwano ją wówczas „Główną Ulicą Ameryki”. W 1938 roku Droga 66 stała się pierwszą krajową autostradą w całości utwardzoną.

Migracje

Nakładają się na to społeczne tendencje, w wyniku których ogromne masy ludzi (ponad 200 tysięcy) emigrowały tą drogą na zachód (bo lepszych nie było) uciekając np. przed katastrofą ekologiczną na obszarze Wielkich Równin (Dust Bowl), kryzysem ekonomicznym, czy w wyniku przymusowych wysiedleń. W tym znaczeniu Droga 66 zyskała nowy wymiar – drogi do Kalifornii, do lepszego życia, pogoni za pracą, mrzonką sukcesu i urzeczywistnieniem amerykańskiego snu. John Steinbeck w swojej doskonałej powieści ,,Grona Gniewu” opisywał cienie i jeszcze większe cienie tych realiów, a trasę 66 nazywał Drogą Matką.

Hossa i bessa

Ogólna popularność trasy sprzyjała jej rozwojowi – przy drodze otwierały się coraz to nowe biznesy: hotele, motele, dinery, restauracje, stacje benzynowe i inne. By przykuć uwagę podróżników i wybić się na tle innych inwestowano w przeróżne znaki i kolorowe elementy rozpoznawcze, stąd też trasa pełna jest dziwacznych figur i kolorowych murali. Dziś pełna jest także porzuconych lokalimiast duchów, bo gdy ruch przeniósł się na nowy system międzystanowych autostrad, lokalni mieszkańcy stracili klientów. A wśród współczesnych turystów nie brakuje amatorów podniszczonych pustostanów.

Ikona popkultury amerykańskiej

No i w końcu co nie mniej ważne – popkultura. To ona uczyniła z Drogi 66 ikonę i zaniosła jej sławę daleko poza granice USA. Pisano o niej książki, piosenki, kręcono filmy. Te hollywoodzkie produkcje, które oglądał chyba każdy z nas. Nawet jeśli pojawiała się tylko jako bohater drugoplanowy lub choćby tło akcji – obraz długiej wyprawy przez różnorodne krajobrazy Ameryki, kolorowe motele i dinery wyryły się w pamięci wielu przyszłych podróżników.

Kultowy jest utwór ,,Get Your Kicks On Route 66” ogarnięty przez Bobby’ego Troupa w 1946 i śpiewany między innymi przez: Nat King Cole, The Rolling Stones i Depeche Mode. Niepowtarzalny duet Thelma & Louise w filmie z 1991 roku rozbudza wyobraźnię do czerwoności, a niedawny film animowany Cars (2006) to w istocie hołd dla Drogi 66. Śpiewał o niej także nasz rodzimy Dżem.

Nie ma lepszej trasy

Jeśli chciało się przejechać Stany i doświadczyć ich różnorodności oto była gotowa trasa – legendarna nitka łącząca Chicago i Los Angeles, wschód i zachód, północ i południe, przeszłość i teraźniejszość. Wedle gustu trasę można sobie wydłużyć np. do Nowego Jorku, lub wybrać mniejszy fragment jeśli ma się mało czasu. Na przejechanie całej trasy warto zaplanować minimum dwa tygodnie, ale im więcej tym głębiej się w nią wsiąka.  

Czy Droga 66 jest tą samą trasą, co kiedyś?

Zdecydowanie nie. Jej żywot to sinusoida i obecnie po tym jak popadała w coraz większe zapomnienie wyparta nowoczesnymi autostradami, odradza się jako unikatowa atrakcja turystyczna. Obok wciąż aktywnych kawiarni i dinerów otwierają się miejsca z zacięciem bardziej muzealnym i pamiątkowym. I choć niektóre fragmenty Drogi 66 zniknęły całkowicie, to nawet jadąc współczesną drogą od jednego miejsca do drugiego doświadcza się tej ,,nowej drogi 66”. Trochę groteskowej, ale i klimatycznie uroczej.

W jakim stopniu Droga 66 odzwierciedla Amerykę i co mówi o samych Amerykanach?

Droga 66 idealnie odzwierciedla różnorodność Ameryki i jej mieszkańców. Pomiędzy dużymi metropoliami jak Chicago i Los Angeles leżą małe miasteczka, prowincje, bezkresne prerie i jedyny w swoim rodzaju Texas w którym maski samochodów zdobi się bydlęcymi rogami.  Zanim na twarzy poczujecie bryzę Pacyfiku, trzeba będzie przejechać przez gorące jak auto bez klimatyzacji pustynie. To jak podroż przez kilka krajów, tyle że wszystko jest w jednym państwie.

Myślę, że jest to też trochę laurka dla amerykańskiej kultury konsumpcjonizmu i kolorowych reklam, wolnej przedsiębiorczości, nieprzywiązywania się do jednego kawałka ziemi a przez to szybko powstających i łatwo opuszczanych budynków.

Jaki jest ruch na Drodze 66?

Ruch jest mały – w większości nie ma problemu ze swobodnym pogłaskaniem białego znaku na asfalcie. Za to dość często po kilka razy można spotykać tych samych ludzi. Po prostu zatrzymują się w tych samych miejscach co i my. Co miesiąc National Historic Route 66 Federation sprzedaje średnio tysiąc egzemplarzy swojego przewodnika ,,Route 66: EZ66 Guide for Travelers.

Jakie emocje towarzyszą komuś, kto kończy tę trasę?

Specyficzny mix szczęścia i satysfakcji, ale i smutku, że ma się to już za sobą. Na szczęście dla nas była to dopiero połowa podróży.

Jak wyglądała nasza podróż?

Najpierw podążaliśmy klasyczną trasą drogi 66. W Kalifornii odbiliśmy na południe tak by przejazd wzdłuż zachodniego wybrzeża zacząć od przepięknego miasta San Diego. Z San Francisco pojechaliśmy nad Jezioro Tahoe i dalej w dół przez parki narodowe do Las Vegas. Następnie Zion, oba brzegi Wielkiego Kanionu i zjawiskowy Kanion Antylopy. Potem Park Mesa Verde odkryty przypadkiem i dalej przez Kolorado Springs, Denver, Kansas City, Indianapolis i Detroit. Przejechaliśmy przez cztery strefy czasowe w te i z powrotem i zajęło nam to cały miesiąc.  Byliśmy na wysokości ok 2,5 tyś metrów npm i w depresji -85,5 metrów ppm, a termometr wskazywał od 2 do 44°C.

Jaki był najbardziej spektakularny widok jaki zobaczyliśmy w trakcie tej podróży?

Zdecydowanie Wielki Kanion w Arizonie.

Zobacz też: Parki Narodowe Ameryki – ranking subiektywny

Najdziwniejsza atrakcja?

Niebieski wieloryb w Tulsie.

Najdroższa atrakcja?

Kanion Antylopy w Arizonie.

Najciekawsza galeria/muzeum?

Meow Wolf w Santa Fe, NM

Zobacz też: Santa Fe – gliniane lepianki, ekskluzywne dzieła sztuki i ,,miauczący wilk”

Najlepsze jedzenie?

Eggslut w Grand Central Market w LA, The Big Texan w Amarillo i nasze poranne owsianki z widokiem.

Najlepsza i najgorsza kawa?

Najlepsza – ta wypita na północnym brzegu Wielkiego Kanionu. Najgorsza w Roy’s Motel & Cafe, ale i tak duży plus za klimat.

Najciekawszy nocleg?

Wigwam Motel w Holbrook, AZ

Zobacz też: Małe rodzinne muzeum w Arizonie

Czego najbardziej się baliśmy przed podróżą?

Ja węży na pustyni i scen z filmu ,,Zwierzęta nocy”, a Łukasz, że auto nie dojedzie 😉

Czy wybralibyśmy się w podróż Drogą 66 jeszcze raz?

Z dziką ochotą! I byłaby to wyprawa złożona z innych przystanków i atrakcji, które poprzednim razem musieliśmy pominąć. Szczególnie do zachodniej części Drogi 66 chcielibyśmy jeszcze wrócić.

Czy będzie więcej wpisów o Drodze 66?

Jak najbardziej. Tym wstępem opowiadającym o trasie ogólnie, otwieramy cykl bardziej szczegółowych wpisów z podziałem trasy na mniejsze odcinki. Pojawią się już wkrótce.

Część 1: Illinois, Missouri i Kansas – początek Drogi 66

Tymczasem, jeśli macie jakieś inne pytania na temat Drogi Matki, śmiało zostawcie je w komentarzach. Jak wiem to odpowiem, a jak nie to się dowiem i wtedy odpowiem 😉 Tradycyjnie zachęcam też do subskrypcji.

Sabina

Zainspirowałeś się? To super, bo po to właśnie jest ten wpis! Będzie nam bardzo miło, jeśli go polubisz lub udostępnisz. Dziękujemy!