Cóż to był za dziwny rok! Chyba żaden inny tak bardzo nie różni się w swoim finale z planami nań poczynionymi. Miała być Alaska, mieliśmy wskoczyć do zimnego jeziora tak jak David Andres z „Ciężarówką przez Stany”, a skończyliśmy kopczykując róże na zimę i przygotowując drewno do własnego kominka. Oto nasze podsumowanie roku 2020…

Styczeń

Nowy rok przywitaliśmy w cieplutkiej Sarasocie, w blasku fajerwerków nad Zatoką Meksykańską. I już w pierwszym tygodniu nowego roku w Crystal River na dobry początek uśmiechnął się do mnie manat.

Zaraz po powrocie na bloga dodaliśmy wpis o Key West – małym, uroczym końcu amerykańskiego świata.

Czytaj: Nie tylko Hemingway, czyli trzy miejsca z urokliwym, historycznym klimatem na Key West

Potem wleciał wpis o prawie pracy w Kanadzie, a w nim między innymi nasze gorzkie żale na długość tutejszego urlopu.

Czytaj: Co robimy między podróżami, czyli praca w Kanadzie

Luty

W lutym opublikowaliśmy tylko jeden wpis, ale jak się okazało wpis-torpeda. Już w pierwsze dni zainteresował więcej osób niż łącznie odwiedziło naszego raczkującego bloga w całym poprzednim roku. I pozostał najpopularniejszy do końca 2020.

Czytaj: Zarobki w Kanadzie – ile zostaje ,,na rękę”?

My w tym czasie wyskoczyliśmy sobie do Muskoki (urokliwego rejonu na północy prowincji Ontario) – na łyżwy, piesze szlaki i inne białe szaleństwa w Arrowhead Provincial Park. Muskoka zimą jest niemalże tak piękna jak jesienią.

Marzec

Na początku marca odwiedziła nas moja siostra i misja była taka, żeby pokazać jej możliwie największą kanadyjską zaspę śniegu. W tym celu jak zawsze udaliśmy się na północ (za mur ;), do Blue Mountain gdzie między innymi udało nam się namówić siostrę na terapię szokową i usiadła w kąpielowym tylko odzieniu na pełnym śniegu muskoka chair w Scandinave Spa.

Miała także okazję pochodzić po zamarzniętym jeziorze. Śnieg dopisał w każdym razie, siostra usatysfakcjonowana.

Pokoje wynajęliśmy u przemiłych państwa Lois i Bill w Gables B&B (207 Point St, Stayner, ON) i żałuję tylko jednego – że na tak krótko. Wrócimy tam kiedyś, bo nie dość, że dom jest z 1875, a poczęstunek i śniadania są doskonałe to jeszcze trzeci gospodarz – kot Simon z wielkim oddaniem dbał, abyśmy miło spędzili czas. Totalnie polecamy to miejsce i dajemy 11/10.

Tegoroczny dzień kobiet spędziłam wyjątkowo, tzn. wyjątkowo, bo z siostrą i w końcu miałam odpowiedniego towarzysza do odwiedzenia torontońskiego Muzeum… Butów. Kto zna moją siostrę ten wie dlaczego wybór był oczywisty.

Do sukcesów roku 2020 mogę zaliczyć realizację postanowienia z marca o rezygnacji z odzieżowych zakupów do końca roku.  Zainspirowałam się wydarzeniem na FB (bodajże ,,nie kupię żadnego nowego ciucha w 2020 roku”) i  postanowiłam, że późno bo późno, ale podejmę wyzwanie. Poszło mi wyśmienicie, chodź kilka razy byłam już blisko wsadzenia sobie kija w szprychy, tj itemu do koszyka. Wygląda nawet na to, że do marca 2021 wytrwam bez problemu. Tymczasem Łukasz zupełnie nie podołał innemu postanowieniu, że „nie kupi w tym roku żadnego nowego miernika elektrycznego”.  Problem niemieszczących się w zbyt małym mieszkaniu mierników rozwiązaliśmy (tymczasowo) w inny sposób, ale o tym później.

W marcu opublikowaliśmy dwa wpisy o Florydzie:

1. Kissimmee i magiczny motel z filmu Projekt Floryda

2. Floryda w pigułce, czyli 15 sposobów na doświadczenie Florydy

Kwiecień

Na świecie rozhulał się pandemiczny lockdown – pozamykane kawiarnie, siłownie i GRANICE. Trochę mieliśmy stresu, że Alaska nie wypali, ale jeszcze była nadzieja. Zajęliśmy się wpisami o rzeczach aktualnie na topie, czyli jedzeniu i piciu:

Czytaj: Przez żołądek do… Kanady – tradycyjna kuchnia kanadyjska

Czytaj: Lynchburg i źródło z którego tryska Jack Daniel’s

Ja te wpisy osobiście bardzo lubię, zwłaszcza ten o przysmakach (to drugi najpopularniejszy wpis z 2020 roku), bo świetnie się bawiłam zbierając materiał. A kiedy słyszę lub widzę komentarze, że nie ma czegoś takiego jak kuchnia kanadyjska to śmieję się w pas 😛

Maj

Z kuchni wyciągnęła nas Irmina Liczbik z bloga „Na pokładzie życia” proponując gościnny udział w jednym z wpisów o zabawnych historiach z podróży:

O reszcie przypałów z Doliny Śmierci nasz samochód pisał (własnymi kołami – słowo daję) o tutaj:

Czytaj: Jak dobić swój samochód w Dolinie Śmierci? Przewodnik satyryczny

Czerwiec

Wpadł kolejny wpis z Florydy – o wyjątkowym parku narodowym Everglades, a w nim  przestroga, żeby uważać na to jakie „pamiątki” się przewozi z jednej połówki globu na drugą. A potem jeszcze wpis o małych miastach w USA (takich powiedzmy Radomiach), które z czegoś tam sobie po cichu słyną.

Czytaj: Grover’s Mill, Corbin, Mansfield, Lynchburg – te miasta są znane z tego, że…

Zrobiliśmy licencję pilota i kupiliśmy… drona – Mavica 2 Pro. Tym samym rozpoczął się etap pierwszych ćwiczeń praktycznych. Raz już nam wleciał centralnie w drzewo i musiał się położyć na łukaszowym stole operacyjnym. Na szczęście już wszystko z nim w porządku.

I wtedy niespodziewanie, z samego rana spadła na nas informacja o tym, że z Alaski usunięto autobus Supertrumpa. Niby już wtedy wiedzieliśmy, że z tegorocznej wyprawy nici, ale oto uświadomiliśmy sobie, że ona już nigdy nie będzie taka jak zakładaliśmy. To zdarzenie w tym roku było aż nader symboliczne, w oku zakręciła się łezka i do dziś pozostał pewien żal.

Teraz aby go zobaczyć będziemy musieli udać się do Museum of the North przy Uniwersytecie Alaski. I to dopiero jak wystawa będzie gotowa.

Później dowiedzieliśmy się, że prawdopodobnie czekają nas kolejne zmiany. Tym razem nieplanowana przeprowadzka.

Lipiec

Pomna studenckich praktyk zaczęłam na ostatnią chwilę przygotowywać się do egzaminu IELTS, potrzebnego mi do wniosku o obywatelstwo kanadyjskie. Łukasz miał luzik, bo CELPIP zdawał na potrzeby aplikacji Express Entry i miał to odhaczone. Część ustną zdawałam z maseczką na twarzy, więc było trochę dziwacznie, ale najważniejsze że się udało. Ostatecznie nie złożyliśmy wniosków, bo obecnie ceremonie nadawania obywatelstwa odbywają się on-line, a to jest moim zdaniem zbyt ważna uroczystość żeby ją odbębniać na kanapie i w kapciach.

Tymczasem Łukasz wpadł na szalony pomysł – Ej! A może byśmy kupili dom? I od tego czasu to już się taka karuzela rozkręciła, że jeszcze nas trochę buja. Wszystkie te rzeczy których unikaliśmy do tej pory – prawnicy, kredyty, inspekcje, rachunki – wszystko nas dogoniło. I aż do ostatniej chwili, czyli przekazania kluczy nie wierzyłam, że to się naprawdę dzieje. W sumie obejrzeliśmy kilkanaście domów i wybraliśmy taki z prawdziwym kominkiem opalanym drewnem. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy jaki sobie robimy wspaniały prezent na święta.

Odwiedziliśmy Park Prowincjonalny Avenda,

i borówkową farmę Patch of BluePenetanguishene.

Zaliczyliśmy też oldschoolowe kino samochodowe w Barrie:

Sierpień

Na chwilę odlockdownowali moją ulubioną kawiarnię Halo Espresso, więc pobiegłam skrobnąć coś na bloga – wpis podsumowujący najlepszą podróż w naszym życiu, czyli przejazd Route 66. To właśnie w czasie tej wyprawy usiadłam na skraju Wielkiego Kanionu i uświadomiłam sobie co chcę w życiu robić. Dzięki temu mogłam ponownie zatracić się we wspomnieniach. I pysznym kawiarnianym serniczku karmelowym.

Czytaj: Droga 66 – pod skrzydłami Drogi Matki w podróż po USA

Na letnie weekendy jeździliśmy sobie nad jezioro – czasem nad Huron, czasem nad Erie. Odwiedziliśmy między innymi:

Grand Bend,

Turkey Point (ja też uwielbiam tą nazwę 😉

oraz farmę słoneczników przy Kettle Point. Mieliśmy tam okazję podszlifować latanie mavic’iem oraz zrobić mini sesję plenerową dla polskiej marki Hexalove. To unikalne rękodzieła (torebki, plecaki, nerki) mojej bratniej duszy Magdy, która została po drugiej stronie globu i szyje takie cuda na zamówienie.

Wrzesień

Kolejny tekst o Drodze 66 pojawił się na blogu we wrześniu, tuż przed naszą przeprowadzką.  

Czytaj: Illinois, Missouri i Kansas – początek Drogi 66

Z przykrością pożegnałam się z naszym podwórkowym zwierzyńcem – mam nadzieję że cała familia ma się dobrze. Tak, to zupełnie normalne, że po kanadyjskich podwórkach hasają dzikie zwierzaki. I za to ją lubię.

Z przykrością także przyszło mi patrzeć na nasz samochód, któremu przecież obiecaliśmy dzikie drogi północy, a skończył jako dostawczak przeprowadzkowo-budowlany. Oto jednak zaczynała się nowa era – era Grizwaldów 😀

Październik

Jak to przy każdej przeprowadzce – na początku był chaos. Było lepiej kiedy już znaleźliśmy pudełko z obiecującym napisem ,,kawa”. Upiekłam ciasto dla sąsiadów. Nie wyszło i Łukasz odziedziczył całe. Upiekłam więc drugie. Tym razem wyszło super, więc tak jak w ,,Gotowych na wszystko” udałam się z wypiekami do tych najbliżej nas mieszkających. Kolejny bonus z przeprowadzki  – mamy bardzo miłych sąsiadów, o czym zresztą napisał nam w liście poprzedni właściciel domu.

Zaplanowaliśmy sobie małą zmianę przed domem, skończyliśmy przekopawszy prawie połowę ogródka z przodu domu. W ogródku tylnym mieszkają trzy wiewiórki: Zowie, Cora i maleńka Maretka. Po długich negocjacjach ekipa pozwoliła nam tam zostać, a my w zamian zostaliśmy ich etatowymi kelnerami.

Odwiedza nas też królik Kwarek , opos Ignac i skunks Stefan. Jeszcze nie widzieliśmy żadnego racoona. Czasem wpada do naszego domu także kot sąsiadów, któremu nawet nie trzeba było mówić, żeby czuł się jak u siebie, bo wszystkie kąty miał doskonale obcykane. 

Listopad

Zrządzeniem losu poznaliśmy kolejnych super, chociaż tylko tymczasowych sąsiadów (oraz ich uroczego psiaka), którzy postanowili przeprowadzić się do domu niemalże pośrodku niczego i którzy to dali nam wiele inspiracji i cennych rad. I spadł pierwszy śnieg, więc Łukasz zaczął poszukiwania odpowiedniego snowblower’a.

Grudzień

Zaczęliśmy palić sobie w kominku i zatraciliśmy się w tym klimacie totalnie. Na starej choince zawisły tylko trzy nowe pamiątko-ozdoby z tego roku, ale i tak na przyszły rok potrzebne będzie większe drzewko. Choinka stanęła obok kominka, a nad kominkiem zawisły skarpety. Tak jak na pocztówkach. Ciekawe kiedy nam przejdzie ta faza na palenie w kominku.

Dostałam swoje własne domowe biurko, więc mam nadzieje, że będzie teraz więcej wpisów. Wymiary biurka to 37 na 18 cali, bo tak jak wiele rzeczy w Kanadzie powstało w jednostkach imperialnych. O tej kanadyjskiej przypadłości rzutem na taśmę udało mi się napisać w ostatnim tekście tego roku.

Czytaj: Weź mi to przelicz, czyli jednostki w Kanadzie

Podsumowanie roku 2020

Bilans wyjazdów w tym roku słaby, ale za to poznaliśmy ciekawych ludzi. Bloga odwiedziło w tym roku ponad 12 tysięcy osób co w porównaniu z zeszłorocznym niecałym tysiącem przyprawia mnie o zawrót głowy. W sumie 21 tysięcy odsłon w prawie 15 tysiącach sesji.

Jeśli przegapiliście któryś z tegorocznych wpisów to słowo daję, że nie ma w tym naszej winy.  Z powodu systematycznie ograniczanych zasięgów na Facebooku zwykle posty wyświetlane są tylko około połowie obserwujących nasz profil. Im więcej reakcji i komentarzy zostawicie pod postami tym większa szansa, że zobaczycie kolejny. Alternatywnie zapraszam do starej, poczciwej subskrypcji e-mailowej. Jest dużo bardziej skuteczna w tym temacie choć i tu nie zaszkodzi od czasu do czasu zajrzeć do folderu spam.

Co dalej?

Strasznie jestem ciekawa co przyniesie nowy rok i kiedy turystyka zacznie się odmrażać. Tak bardzo chciałabym pojechać na Alaskę, a jeszcze czeka mnie bardzo ważna wizyta w Polsce. Niespodzianka w dodatku 😛 Emocje sięgają zenitu, więc trzymam kciuki za nas wszystkich!

Tymczasem życzymy Wam wszystkim wspaniałego (i normalnego) Nowego Roku!

Sabina & Lukasz

Ten wpis dedykuje super sąsiadom: Monice, Adamowi i Sabce. Oby udało Wam się stworzyć taki domek o jakim marzycie 😉